Czy warto uczyć się języka polskiego?

Przyjechałem do Baku do pracy jako lektor j. polskiego na Uniwersytecie Słowiańskim. Wcześniej uczyłem w Polsce, Anglii, na Ukrainie i w Rosji. Zawsze stawałem przed problemem, jak zachęcać moich studentów do nauki. Są różne typy studentów. Jeden trafia na zajęcia dość przypadkowo, bo np. nie dostał się na inny kierunek, albo nie mógł wybrać innego języka obcego. Drugi uczy się z myślą o emigracji do Polski. Inny zainteresowany jest polską kulturą, czasami nic o niej nie wie, a jedynie przeczuwa jej wartość. Chciałbym więc zarekomendować wszystkim uczącym się języka polskiego autorów, dla których warto poświęcić swój cenny czas. To autorzy, których znajomość zmieniła nie tylko moje życie. Jednym z nich jest ks. Jan Twardowski (1915-2006). Ks. Jan Twardowski pozostaje najpoczytniejszym współczesnym polskim poetą – nakłady wierszy dawno przekroczyły 1,5 miliona egzemplarzy, nie mówiąc już o jego innych pismach.

Księdza poznałem osobiście w 1995 r. w Warszawie. Był już wtedy autorem słynnym, ale jednak zawsze dostępnym dla zwykłych ludzi. Do końca swego życia, na ile zdrowie pozwalało, spotkał się z ludźmi w zakrystii kościoła sióstr wizytek w Warszawie. Spowiadał i rozmawiał z każdym, kto prosił. Spotkania z księdzem Twardowskim były miłe. Ksiądz wykazywał się wielką cierpliwością. Nie odtrącał nikogo, nawet nasyłanych agentów tajnych służb. Kiedy powiedziałem mu, że chcę badać jego twórczość, zapytał, czy przeczytałem wszystko, co napisał. Skłamałem, bo wstyd było mi przyznać, że nie. Chodziło nie tylko o wiersze, ale także o kazania, modlitwy, rozważania o życiu i wywiady dla czasopism – w większości chyba nawet niereligijnych.

U początków swej kapłańskiej drogi, jeszcze w latach pięćdziesiątych, ks. Jan uczestniczył w spotkaniach formacyjnych grupy kapłanów. Jednym z nich był ks. Tadeusz Dajczer – późniejszy autor bestsellera Rozważania o wierze, który został przetłumaczony na kilkadziesiąt języków. O książce tej piszą czytelnicy: „Największe arcydzieło, z jakim dotąd się spotkałam. Jedna z największych łask i błogosławieństw, jakie otrzymałam w życiu”. Książka ta objaśnia ideę bożego dziecięctwa jako postawy wobec Boga. Wydaje się, że częste nawiązywanie do postawy dziecka w wierszach ks. Jana Twardowskiego to nie przypadek, ale rezultat wspomnianych kapłańskich spotkań formacyjnych. W wierszach ksiądz przedstawia własną koncepcję małej, dziecięcej drogi do Boga.

Zaraz po przyjęciu święceń kapłańskich w 1948 r. pisze:

Własnego kapłaństwa się boję

własnego kapłaństwa się lękam

 

i przed kapłaństwem w proch padam

i przed kapłaństwem klękam

 

W lipcowy poranek mych święceń

dla innych szary zapewne —

jakaś moc przeogromna

z nagła poczęła się we mnie

 

Jadę z innymi tramwajem —

biegnę z innymi ulicą —

 

nadziwić się nie mogę

swej duszy tajemnicą

Wiersz sugeruje głęboką nierówność między wartością bożego daru — kapłaństwa, a niegodnością obdarowanego. Radykalizm sformułowań przypomina słowa Abrahama podczas spotkania z Bogiem, zmierzającym do Sodomy i Gomory – „Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem” (Rdz 18,27). W dalszej części utworu nadprzyrodzona wartość kapłaństwa ukazana jest na tle zwykłego, szarego życia. Liryczne wyznanie ks. Twardowskiego wywołało u jednego z czytelników wrażenie bardzo szczerego: „Ja się na wierszach nie znam – powtórzył chory – ale ksiądz mówi w tym wierszu tak bardzo od siebie. Inni księża mówią z podręczników, dlatego są nudni”. Wrażenie szczerości powstaje chyba właśnie dzięki przedstawieniu kapłana jako zwykłego, przeciętnego człowieka, nierozumiejącego może swoich emocji, lecz przeżywającemu je w kontakcie z Bogiem.

Nawet kiedy grzeszy, bohater liryczny poezji ks. Twardowskiego, nie czuje się przez Boga odrzucony:

Tylko mali grzesznicy spowiadają się długo

w niepokoju gorących warg –

potem niebo ich goni spadających gwiazd smugą,

jak pożary Joannę d’Arc

Ale wielcy grzesznicy na błysk mały przyklękną

i wypłaczą się jednym tchem –

potem noc mają cichą i jak dobry łotr świętą –

byłem z nimi, klękałem, wiem

(***) 1957 r.

Wiersz jest wypowiedzią na temat grzechu nie z pozycji spowiednika, ale penitenta ‑ jednocześnie księdza i jakby „wielkiego grzesznika”. Stanowiło to nowość w tradycji literatury. Dopiero później młodsi księża, posoborowi, zaczęli pisać o kapłanie, który, jak zwykli ludzie, przeżywa rozterki. Ostatni wers może sugerować dopuszczenie się przez kapłana jakichś poważnych wykroczeń. Wzbudziło to nawet krytykę samego prymasa Stefana Wyszyńskiego jako słuchacza na prywatnym spotkaniu literackim. Ważne jednak, że konstatacja winy nie jest przygnębiająca. Akt żalu, symbolizowany łzą, przemienia winę w „szczęśliwą”[1]. Wers końcowy przez użycie pierwszej osoby liczby pojedynczej nadaje wypowiedzi charakter osobistego wyznania. Słowo „wiem”, oznacza nie tylko utożsamienie się z „wielkimi grzesznikami”. Odnosi się raczej do doświadczenia „cichej, świętej nocy”, która dla ludzi „dobrej woli” (jak w popularnej kolędzie) ‑ jest spotkaniem z Dzieciątkiem Jezus. J. Twardowski wnosi w tradycję literatury kapłańskiej nowego ducha – myśl św. Teresy z Lisieux: „Czy ojciec karze dziecko, które się samo oskarża, czy nakłada mu pokutę? Nie, na pewno nie, ale przytula je do swego serca”.

Dla ks. Twardowskiego poezja była świadomie wybranym sposobem głoszenia Ewangelii. Mówił, że nie jest poetą, ale „księdzem, który pisze wiersze”. W swojej

 

twórczości nie nawiązywał jednak do formy kazania lub homilii, lecz dzielił się przeżyciami, dawał świadectwo wiary i modlitwy. W jego wierszach czytelnicy znajdowali wskazówki, które pomagały im żyć. Postawa dziecięctwa charakteryzuje się poczuciem bezradności. Jej uznanie i ufna modlitwa pozwalają zauważyć miłość i działanie Boga. W wierszu dedykowanym swojej bliskiej znajomej poeta pociesza:

Nie płacz w liścienie pisz, że los Ciebie kopnąłnie ma sytuacji na ziemi bez wyjściaKiedy Bóg drzwi zamyka — to otwiera okno

Kiedy mówisz, 1988

Kilka miesięcy przed śmiercią napisał przedmowę do wyboru swoich wierszy i rozważań. Jakby klamrą zamknął ją słowami kończącymi również wiersz Wyjaśnienie z 1963 r.:

Nie przyszedłem pana nawracać

zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania

[…]

po prostu usiądę przy panu

i zwierzę swój sekret

że ja, ksiądz,

wierzę Panu Bogu jak dziecko

 

Do Niebieskiego Ojca odchodzi z warszawskiego szpitala wieczorem 18 stycznia 2006 r. Zgodnie z decyzją Prymasa Polski Józefa Glempa pochowany został jako pierwszy w krypcie dla wybitnych Polaków w świątyni Świętej Bożej Opatrzności w Wilanowie, chociaż w wierszu prosił:

[…] Ty dłońmi dobrymi

Przebacz wszystko. Pochowaj między najgorszymi

                                                              Pożegnanie wiejskiej parafii, 1952 r.

Obok złożono ciało m.in. zmarłego w rok później ks. Jana Peszkowskiego, kapelana pomordowanych na wschodzie. Znalazły się tam również relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki, św.  Jana Pawła II oraz innych osób ważnych w historii i zasłużonych dla polskiej kultury.

 

[1]     Idea felix culpa posiada fundamentalne znaczenie dla teologii i duchowości chrześcijańskiej (zob. Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallottinum, Poznań 1994, s. 103, kan 412). Zagadnienie „szczęśliwej winy” podejmujemy w rozdziale Wzór Ukrzyżowanego niniejszej książki.

Paweł Ferenc