Jakub Rzeźniczak: W Azerbejdżanie polubiłem pomidory z jajkami na śniadanie.

Od niedawna w piłkarskiej lidze Azerbejdżanu gra polski zawodnik. Obrońcę klubu „Qarabach” (Agdam), Jakuba Rzeźniczaka, zna każdy kibic, od małego do starego. Było o nim głośno podczas tegorocznej gry w Lidze Mistrzów UEFA. „Kuba” ‑ taki napis widnieje na jego koszulce z numerem 52. Spotkaliśmy się z piłkarzem rano, po ostatnim meczu wyjazdowym Ligi Mistrzów z włoską drużyną „Roma”. Kuba wyglądał na sennego i zmęczonego po nocnym locie z Rzymu do Baku.

‑ Kuba, jesteś zły z powodu minimalnego zwycięstwa rzymian?

‑ Oczywiście, jak mogłoby być inaczej? Dobrze się broniliśmy, nasz bramkarz Ibrahim Sehic łapał wszystko, co leciało do bramki. My również mieliśmy kilka możliwości. Mimo to nasz przeciwnik osiągnął swój cel i przeszedł dalej.

‑ Jednak cały piłkarski świat mówi tyle o oporze i heroizmie waszej drużyny…

‑ Tak. Mamy międzynarodowy i waleczny zespół, który potrafi zarówno myśleć na boisku, jak i strzelać gole. Razem ze mną, Polakiem, grają przedstawiciele RPA, Bośni, Hiszpanii, Albanii, Norwegii, Brazylii. Główny trener drużyny jest bardzo mądrym strategiem i psychologiem. Może przygotować drużynę do walki z naprawdę silnym przeciwnikiem. Tak jak to było z groźnym madryckim „Atletico”, z którym „Qarabach” dwukrotnie zakończył mecz remisem.

‑ Kuba, jak trafiłeś do azerbejdżańskiej drużyny?

‑ Jeśli mogę, opowiem najpierw o sobie. Myślę, że będzie to ciekawe dla czytelników waszego czasopisma. Urodziłem się 26 października 1986 roku w Łodzi. W 2003 debiutowałem w składzie lokalnego klubu „Widzew”. Grałem jako środkowy obrońca. Po roku do współpracy zaprosiła mnie warszawska „Legia”. Na początku nie potrafiłem wejść do podstawowego składu. Po dwóch sezonach wróciłem do „Widzewa” na zasadach wypożyczenia. W roku 2007 wznowiłem grę w „Legii” i zająłem mocne miejsce w podstawowym składzie. W składzie „Legii” zostałem czterokrotnym mistrzem kraju, a także sześciokrotnym zdobywcą Pucharu Polski.

6 lipca 2017 roku przeszedłem do azerbejdżańskiej drużyny „Qarabach” (Agdam), gdzie gram do dziś.

‑ A dlaczego właśnie „Qarabach”, a nie „Neftci” lub „Gabala”?

‑ Dostałem zaproszenie od wiodącego klubu Azerbejdżanu. Dodatkowo, pojawiła się możliwość ponownego zagrania w Lidze Mistrzów, co jest bardzo ważne w rozwoju kariery każdego piłkarza.

‑ Liga Mistrzów dla twojego klubu zakończyła się. Jak oceniasz grę „Qarabachu”?

‑ Nie mogę powiedzieć, że miałem zły nastrój po początkowej przegranej w Londynie z „Chelsea”. Cztery gole przepuściliśmy przez raczej głupie błędy. Najważniejsze, że mogliśmy się zebrać i zagrać na przyzwoitym poziomie. Kibice chcieli zobaczyć europejskie gwiazdy na własne oczy. I było fajnie grać z nimi przed taką widownią.

‑ Jak długo zamierzasz grać w Azerbejdżanie?

‑ Bardzo podoba mi się gra w lidze piłkarskiej Azerbejdżanu. Gram w najsilniejszym klubie tego kraju. Podczas każdego turnieju walczymy jedynie o zwycięstwo i prawo do uczestnictwa w Lidze Mistrzów w kolejnym roku. A jeżeli chodzi o moje życie prywatne to w Baku mieszkam bardzo komfortowo.

‑ Właśnie, co Ci się tutaj podoba? W jakich miejscach bywasz? Co lubisz jeść?

‑ Ja i moja żona bardzo lubimy spacerować po mieście. Mamy swoje miejsca, które odwiedzamy z naszymi przyjaciółmi i spędzamy tam czas. W Baku praktycznie zawsze jest ładna pogoda, dlatego możemy chodzić w różne miejsca. Do kawiarni czy na bulwar albo wieczorem do kina. Co do gastronomicznych życzeń oczywiście przyzwyczajony jestem do polskiej kuchni. Jednak w Baku, niestety, nie ma restauracji z typowo polską kuchnią, choć jest ona bardzo bogata i smaczna. Ileż oddałbym za bigos, żurek lub pierogi z serem!.. Palce lizać (śmiech). Azerbejdżańskie potrawy również są bardzo sycące i odżywcze, ale równocześnie wasza kuchnia jest za tłusta. I mój żołądek póki co jej nie akceptuje. Chociaż, pomidory z jajkami na śniadanie to dzieło sztuki. Gdzie bym nie był – w ośrodku sportowym, w domu, w restauracji, wszędzie zamawiam to danie.

‑ Wróćmy do piłki nożnej. Dlaczego nie zapraszają Cię do polskiej drużyny narodowej?

‑ To dobre pytanie, ale trzeba zmienić adresata na głównego trenera naszej drużyny. Byłem graczem podstawowej młodzieżowej reprezentacji Polski, a w 2008 roku podczas meczu towarzyskiego z reprezentacją Serbii debiutowałem w narodowej reprezentacji. W narodowej drużynie zagrałem 9 meczy w okresie od 2008 do 2014 roku. Życzę mojej reprezentacji powodzenia w mistrzostwach świata w Rosji 2018. Oczekuję od nich co najmniej wyjścia z fazy play-off.

‑ A kto, Twoim zdaniem, może zostać mistrzem świata?

‑ Bardzo silne są Argentyna i Hiszpania. Jak zawsze wśród faworytów jest Brazylia. Nie można zapominać, że aktualnym mistrzem świata są Niemcy.

‑ Podstawowe pytanie ostatnich lat: Messi czy Ronaldo?

‑ Ronaldo, ponieważ jestem jego kibicem i kibicuję Realowi Madryt, który, mam nadzieję, znowu wygra Ligę Mistrzów.

‑ Przy okazji, dlaczego polskie drużyny nie znalazły się w obecnej fazie Ligi Mistrzów?

‑ Trudno powiedzieć. Odpowiem inaczej. Myślę, że „Qarabach”, grając w polskiej lidze, byłby liderem.

‑ Niedługo Nowy Rok. Gdzie będziesz świętować? W domu w Baku czy w domu w Polsce?

‑ Pół roku nie byłem w Ojczyźnie i dlatego pojadę do domu. Bardzo się stęskniłem. W Nowym Roku życzę wszystkim zdrowia i dobra, a „Qarabachowi” wielkich zwycięstw.

 

Rozmawiał Szahin Kazymade